Tropy Przyrody- blog

DSC_0432 (Copy) 0

W krainie Himba

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Panna Lila kiedyś, czytając jedną z podróżniczych książek, a może oglądając jakiś program, powiedziała, że koniecznie musi pojechać do Namibii, żeby poznać Himba. Tak mocno zafiksowała na tym pomyśle, że jakiekolwiek inne pomysły spotykały się z głośnym protestem. A Lilki protesty nie przypominają szemrania nizinnej rzeki, raczej łomot wodospadów Wiktorii. Każdy, kto je słyszy wie, że jakakolwiek dyskusja nie ma większego sensu. Zatem, gdy w tamtym roku okazało się, że nie stać nas nawet na...

dsc_0279-copy 0

Stopem przez pustynię

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Hał hał hał. Odszczekuję. Słyszycie? Po całodziennym researchu doszłam do wniosku, że niczego się nie da znaleźć. To wbrew pozorom dobry wniosek, bo traci się jakieś sztuczne koła ratunkowe. Mamy zobaczyć pustynię i wioskę Himba. Nie ma tam transportu, nie ma wycieczek za cenę dla Europy wschodniej. Nie ma niczego. A to znaczy, że radzimy sobie jak umiemy i właśnie, że damy radę! Siedziałyśmy sobie nad basenem, podjechało małżeństwo emerytów, rozłożyli namiot, ustawili stolik, dwa...

dsc_0102-copy-2 1

Matka i córka po dro… bezdrożach Namibii

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Należało zmienić lokum na płatne. Ostatnie chwile nadoceaniczne spędziłyśmy na macaniu oceanu. No bo być nad Atlantykiem i go nie dotknąć? To jest wiedza, której łaknę, dotykowa, zapachowa, realna. Bo co z tego, że w podstawówce oglądaliśmy mapę. Że tu oto jest Atlantyk. Nie uczyli jaki jest w dotyku, jak jego fale rozbryzgują się o skały, że w ogóle jest tu tyle skał i klifów. Jak żeglarze opływali Przylądek Dobrej Nadziei, zaczynali mieć nadzieję właśnie,...

dsc_0047-3-copy 1

Matka, córka, pingwiny, dwa oceany i uczta botaników

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

W zasadzie pierwotny plan wyprawy na Górę Stołową zakładał wejście na nią z jednej strony, a zejście do Ogrodu Botanicznego Kirstenbosch. Niestety górnolotne plany to sobie można mieć, jak ma się przyziemną zdolność ich realizowania. A jak, nie przymierzając leniwiec jaki, leżakuje się do południa to można najwyżej cmoknąć się w tutkę. Nadal uważam, że plan był fenomenalny i wybitny i w ogóle się nie krępujcie, tylko wcielajcie go w życie. W każdym razie ogród...

dsc_0041-copy 0

Złe dobrego początki? Johannesburg nie chce być gorszy.

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Ze spuszczoną głową podreptałam za panem lotniskowym odebrać bagaż, który nie odleciał. No tak, Emiraty starały się tylko nie dały rady- pomyślałam dobrodusznie, żeby nie powiedzieć- frajersko. A może spróbuję to załatwić sama? W końcu jestem pewna, że mam wszystkie potrzebne dokumenty. W końcu nie po to spędziłam godziny na wertowaniu przepisów, mailowaniu z ambasadami i konsultacjach z prawnikami. Ktoś dał zada – i tym razem z całą pewnością nie ja. Dryyyyń dryyyyń – zaoceaniczny...

dsc_0002-3 2

Katastrofa pomyłek, czyli Anka i Lilka lecą do Afryki

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Doszłyśmy do punktu, w którym pomyłki stają się tak masakryczne, że ulegają katastrofom. W świat wyruszamy nie po raz pierwszy, nie żebyśmy zaraz jakimiś wybitnie wytrawnymi podróżniczkami były, ale powiedzmy, że ogarniamy rzeczywistość. Potrafimy zadbać o dokumenty, a nawet spakować plecak. Tym razem też poszło nam nieźle. Ba, nawet udało nam się nie zaspać na samolot. Było znacznie gorzej. RPA, Namibia, Zambia, Tanzania, Kenia. Nasze marzenie z poprzedniego roku, które skończyło się upadkiem- ze względów...

igoa 0

Ostatki w Goa i uroki Shantaram

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Indie, Indie i po Indiach. Żeby zrównoważyć się i złapać dobro musiałyśmy udać się do Goa. Zamieszkałyśmy w maleńkim domku na plaży. Kompletna antyteza podróży. Komercja 100%. Ależ mi to było potrzebne! Świeże warzywa, kawa z mlekiem kokosowym i zimne piwo. To szczyt moich marzeń i pierwsza pomoc po 1,5 miesiącu włóczęgi. Gdyby nie te kilka dni na plaży, przy ogniskach ze cudnymi Znajomymi, spędzonych na nic nie robieniu, nie byłabym w stanie wziąć tego...

iDSC_0137 0

Jaskinie Ellora

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Ranek spędziłyśmy z naszym ziomem wylegując się na dachu chatki, a później zapakowałyśmy zady do pociągu. Z Agry do Aurangabadu miał jechać 19 godzin. Miauuuu miaaauuuuuuu….  Nic z tych rzeczy moi piękni. Najpierw na dworcu spędziłyśmy prawie 5 godzin czekając na opóźniony skład, a potem i tak jechał 24 godziny. Toć to prawie jak kolej transsyberyjska. Ciekawe to, że w autobusach kobiety siedzą na jednym końcu, a faceci na innym, podczas gdy w pociągach, w...

barwy Indii 3

Nie taki Taj Mahal przereklamowany, jakim się wydaje

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Te dylematy. Zobaczyć Taj Mahal? Eeee, komercha, gratka dla turystów. A przecież miejsca turystyczne nie powinny mnie obchodzić, jaśnie podróżniczki, czyż nie? Walczę z tymi snobistycznymi wizjami w mojej głowie, staram się. Być w Indiach i nie zobaczyć go? Ale ja nie lubię budynków przecież, nie doceniam kunsztu architektów, perfekcji wykonania, wszyscy to wiedzą. Jestem ignorantką. To, co mogę docenić, to najwyżej ‘klimat miejsca’, a nie detale. Nikt nie jest doskonały, przepraszam bardzo, niech Wam...

iDSC_0918 0

Varanasi nigdy dość

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

„Zobacz tam, przynoszą nowe ciało”- Mowgli z entuzjazmem wskazuje palcem. A mnie jest nadal głupio patrzeć. Kilku mężczyzn niesie na barkach ciało zawinięte w całun. Całun pomarańczowy, błyszczący, pokryty kwiatami. Jeden z mężczyzn ubrany jest w białe dothi, czyli białe prześcieradło po naszemu, mistrz ceremonii, zwany ‘karta’, zwykle najstarszy syn osoby zmarłej. Członkowie rodziny wkładają ciało do Gangi, to ostatnia kąpiel. Wcześniej rodzina kupiła drewno, wbrew obiegowym opiniom nie jest to drogi zakup, 150 kg wystarczy...